fbpx

Preceptor

nauka bez wyjazdów

Jak nauczyć się języka bez wyjazdów zagranicę?

Jestem pewna, że słyszałaś już gdzieś wcześniej opinię, że żeby nauczyć się języka, trzeba wyjechać z Polski. W przeciwnym razie nic z tego, możesz próbować, ale i tak efektów nie będzie. Powiem krótko: to jedna z największych głupot dotyczących nauki języka. Większość osób na świecie nauczyła się języka obcego bez wyjazdów!

Bez wyjazdów? Da się!

Nie, nie musisz NIGDZIE jechać żeby się nauczyć. Ba! Nawet z kanapy nie musisz wstawać, albo z łóżka. Twoje umiejętności językowe absolutnie NIE zależą od położenia geograficznego Twojego ciała. No głupota.

Dobra, to teraz pewnie myślisz, że jeśli byś wyjechała, to na pewno byłoby łatwiej, bo przecież ten język byłby wszędzie. Miałabyś z nim na co dzień do czynienia, to przecież musiałabyś się czegoś nauczyć.

W takim przypadku mam dla Ciebie eksperyment. Zwróć uwagę ile razy w ciągu dnia rozmawiasz z kimś poza domownikami i przyjaciółmi, a także o czym te rozmowy są. Szybko zorientujesz się, że albo prawie wcale nie odzywasz się do innych ludzi albo ciągle gadasz o tym samym.

Samo przeniesienie się do innego kraju nie sprawi, że zaczniesz się nieświadomie uczyć języka. Jest mnóstwo Polaków mieszkających od lat zagranicą, którzy absolutnie nie są w stanie się dogadać. Jednak bezproblemowo funkcjonują w obcym kraju.

Wyjazd nie, więc co?

Skoro wyjazd nie jest magiczną metodą ułatwiającą naukę języka, której poszukujesz bezskutecznie od lat, to co jest?

Odpowiedź na to pytanie jest prosta, potrzebujesz czasu i zaangażowania. Musisz spędzać czas na aktywnej i pasywnej nauce, męczyć się i wysilać, pracować i ćwiczyć. Bez wysiłku samo do głowy nie wejdzie.

Nie nauczysz się też języka z dnia na dzień, więc jeśli oczekujesz, że do końca tego miesiąca będziesz płynnie mówić przy zastosowaniu cudownej metody X, to mocno się rozczarujesz. Do końca tego roku też nie zdążysz.

Taka prawda.

Bez wyjazdów? Jak się uczyć

Dobra, skoro już wiesz, że musisz poświęcić sporo czasu i wysiłku w naukę, to pora zabrać się za mięcho. Pogadajmy o tym, jak uczyć się języków w Polsce (albo gdziekolwiek indziej mieszkasz).

Przede wszystkim musisz rozumieć siebie, swoje potrzeby i możliwości. Wszyscy na początku planujemy zbyt optymistycznie i nie dajemy sobie miejsca na pomyłki i potknięcia, obsuwy czasowe i lenistwo. A potem wkracza życie, plan się sypie, odechciewa nam się nauki i wracamy do punktu wyjścia.

Spójrz realistycznie na swoje życie i oceń, kiedy i ile tak naprawdę jesteś w stanie się uczyć. Kiedy masz na to wystarczająco dużo czasu i energii, żeby porządnie się skupić, a nie tylko przelecieć tekst wzrokiem. Nie masz czasu – sorry, nic z tego nie będzie.

Bez wyjazdów: zwróć uwagę na materiały

Skoro już wiesz co chcesz i realistycznie jesteś w stanie osiągnąć, to pora na znalezienie odpowiednich materiałów. Tutaj w zależności od języka albo jest ich za dużo albo jest ich za mało. Tak czy siak, zawsze z materiałami jest jakiś problem.

Ja najczęściej dzielę je na takie absolutnie konieczne i miłe dodatki. Materiały, które są dla mnie absolutnie konieczne to materiał przewodni, czyli samouczek, kurs online, aplikacja (niekoniecznie Duolingo) albo zajęcia z lektorką. W moim przypadku ze szwedzkiego są to zajęcia z lektorką, a z hiszpańskiego mam samouczek. Na tym opieram postępy w nauce.

Oprócz tego absolutnie konieczny jest dla mnie podcast, bo przywiązuję ogromną wagę do ćwiczenia słuchania. Podcasty są dla mnie najbardziej praktyczne, bo mogę wysłuchać odcinka na spacerze z psem, podczas podróży samochodem, gdy gotuję albo sprzątam. Nie muszę też wyszukiwać nowych tematów, bo automatycznie ściągam nowe odcinki.

Kolejnym koniecznym materiałem dla mnie są seriale lub filmy w języku docelowym. Obowiązkowo z napisami, więc Netflix sprawdza się idealnie w tej roli. Dzięki serialom mam wgląd w kulturę, wymowę z różnych części kraju lub świata (w zależności od języka), a także kolejne ćwiczenie ze słuchu. I relaks, przy okazji.

Ponieważ nie chcę kaleczyć języka i przywiązuję dość dużą wagę do poprawności, to absolutnie konieczne są też dla mnie dodatkowe zadania z gramatyki. Mogą być w formie książki albo online, tutaj nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Po prostu chcę jak najwięcej ćwiczyć i używać języka poprawnie. Dzięki temu również poprawia się moje rozumienie innych.

Bez wyjazdów: dodatki też są ekstra

Oczywiście oprócz tych obowiązkowych pozycji dobrze jest też urozmaicać naukę i korzystać z innych materiałów. Jest ich cała masa, do wyboru do koloru, co kto lubi najbardziej.

Książki

W moim przypadku są to książki. Uwielbiam czytać i staram się wprowadzać je do nauki języka jak najwcześniej. Oczywiście najpierw są to bardzo krótkie teksty, niekoniecznie autentyczne. Nie jestem zwolenniczką czytania książek dla dzieci, bo tekst w nich wcale nie jest łatwiejszy, a treść strasznie nudna.

Zaczynam od krótkich lektur uproszczonych, a w okolicach poziomu B1 przenoszę się na książki oryginalne. Szukam wtedy takich tytułów, które są ciekawe i przetłumaczone na język polski, żebym mogła wspierać się tłumaczeniem. W taki sposób czytanie jest dużo szybsze i przyjemniejsze, bo nie siedzę nad lekturą ze słownikiem, a po prostu z dwoma książkami.

Gdy dotrę na poziom zaawansowany (od B2+), zabieram się za czytanie już w oryginale bez polskich odpowiedników i upraszczaczy. Konkretnie o moim sposobie na czytanie książek i wyciskanie z nich jak najwięcej pisałam już wcześniej, link jak zawsze pod koniec artykułu.

Youtube

Oprócz książek staram się znaleźć interesujące mnie kanały na Youtubie i po prostu je oglądać. Jeśli dopiero zaczynam, to szukam jakichś nauczycieli i oglądam ich filmiki.

Gdy wskoczę na wyższy poziom zmieniam tematykę i po prostu oglądam różne wideo na interesujące mnie tematy. Oczywiście czasem wspomagam się napisami, jeśli nie czuję się na siłach oglądać bez.

Takie filmy traktuję jako rozrywkę i poznawanie kultury, więc zazwyczaj nie wypisuję z nich żadnych słówek. Oczywiście zdarzy się, że jakaś fraza mnie zachwyci, ale nie jest to konieczne.

Testy

Tak, jestem jedną z tych osób, które lubią łamigłówki, puzzle, krzyżówki i rozwiązywanie zagadek. Właśnie taką samą rozrywką są dla mnie testy językowe, oczywiście odpowiednio dopasowane poziomem. Niestety nie są one dostępne do wszystkich języków i tylko dlatego nie trafiły na moją listę rzeczy niezbędnych.

Takie testy mogą być strasznie frustrujące jeśli będą za trudne. W takim wypadku odkładam pozycję i skupiam się na podniesieniu umiejętności językowych i dopiero wtedy zabieram się znowu za rozwiązywanie. Ciągłe tłumaczenie w słowniku przecież nie jest przyjemne, a uciążliwe. Zwłaszcza, jeśli nie ma dobrego słownika elektronicznego.

Bez wyjazdów: imersja? A po co?

Skoro już się nagadałam o materiałach, to pora też wspomnieć o zjawisku imersji, czyli otoczenia językiem, nawet bez wyjazdów. Bez problemu znajdziesz artykuły w internecie mówiące o tym, że bez imersji nie nauczysz się języka.

W tych artykułach autorzy przekonują, że od początku nauki trzeba przestawić język w telefonie i komputerze, słuchać radia obcojęzycznego, oglądać tylko filmy w obcym języku, obkleić sobie mieszkanie kolorowymi karteczkami albo odzywać się tylko w języku docelowym.

Z mojego punktu widzenia prowadzi to tylko do frustracji, zniechęcenia i porzucenia nauki. Takie zabiegi zwyczajnie nie działają na osoby początkujące! Gdy spróbujesz całkowicie przestawić językowo swoje życie, to nic z tego nie zrozumiesz i wcale nie będziesz się uczyć niczego nowego.

Nie zmieniaj wszystkiego, skup się na małych krokach, małych zmianach i małych postępach. Lepiej powoli i do przodu, niż zrobić skok na główkę i już nie wypłynąć na powierzchnię.

Czytaj dalej…

Te artykuły mogą Cię zainteresować:

A tutaj znajdziesz badania na ten temat:

Chcesz zdać egzamin?

Zajrzyj poniżej!

Wpadnij na moje social media!